Ta tema vsebuje 2 odgovora, ima 1 glas, in jo je nazadnje posodobil/a foolish372 3 tednov nazaj.
-
AvtorPrispevki
-
Sašo Pavlovič – Pošta SlovenijeV našem podjetju smo v participacijski dogovor vnesli tudi arbitražno reševanje sporov ter sklenitev ustreznega arbitražnega dogovora.
Zanima me, ali imate v katerem podjetju že ustanovljeno stalno arbitražo in ali imate sklenjen dogovor o stalni arbitraži?Hvala in lp
Sašo Pavlovič
Rajko Bakovnik, CPM d.o.o.Zdravo!
Stalne arbitraže po 100. členu ZSDU se zaenkrat v praksi očitno še niso širše uveljavile. Kar je vsekakor škoda, kajti te imajo precej prednosti v primerjavi z “ad hoc” arbitražami po 101. členu ZSDU, ki se zaradi številnih nedorečenosti njihove zakonske ureditve v praksi žal niso izkazale kot dejansko učinkovit mehanizem za razreševanje soupravljalskih sporov.
Če vam torej prek tega foruma morda ne bo uspelo pridobiti kakega dobrega vzorca “dogovora o ustanovitvi stalne arbitraže”, vam priporočam, da zaenkrat uporabite kar tistega, ki smo ga kot pripomoček svetom delavcev – članom sicer že pred časom pripravili v Združenju svetov delavcev Slovenije, objavljen pa je na članskem delu te spletne strani (“Za člane”: https://www.delavska-participacija.com/za-clane/) v rubriki “Vzorci splošnih in drugih aktov”.
Lep pozdrav,
Rajko Bakovnik
foolish372Jestem pielęgniarzem. Pracuję na oddziale ratunkowym w szpitalu wojewódzkim, więc jeśli myślicie, że to ekscytująca praca, to mam dla was wiadomość: w 90% przypadków to jest czysta papierologia, zmęczenie i walka z systemem, który działa w tempie ślimaka. Owszem, zdarzają się dramatyczne momenty, ale większość nocy spędzam na uzupełnianiu dokumentacji, zmianie kroplówek i odpowiadaniu na pytania przerażonych pacjentów, którzy myślą, że mają zawał, a tak naprawdę to tylko niestrawność po zbyt tłustym obiedzie.
Tamten czwartek był wyjątkowo spokojny. Za spokojny. Na oddziale leżało może pięciu pacjentów, wszyscy stabilni, wszyscy spali. Moja zmiana zaczęła się o 20:00 i miałem zostać do 8:00 rano. Siedziałem na swoim stanowisku, wpatrując się w monitor z systemem szpitalnym, i czułem, że oczy mi zaraz wyjdą z orbit. Wypiłem już czwartą kawę, przeczytałem wszystkie newsy z ostatnich trzech dni, a do końca zmiany zostało jeszcze dobre sześć godzin. Kompletna masakra.
Około drugiej w nocy, kiedy nawet muchy na korytarzu ucichły, sięgnąłem po telefon. Normalnie nie mam zwyczaju korzystać z prywatnego sprzętu w pracy, ale tej nocy zrobiłem wyjątek. Potrzebowałem czegokolwiek, co urwie mnie od tej białej ściany i monotonnego bicia szpitalnych zegarów. Przewijałem Instagram, Facebook, jakieś grupy na Reddicie, ale nic nie zwracało mojej uwagi. Aż w końcu natknąłem się na reklamę, która nie była nachalna, nie krzyczała, tylko delikatnie zachęcała. Kliknąłem z ciekawości, poczytałem opinie, sprawdziłem, jak to działa. Wiedziałem, że to nie jest coś, co robi się na poważnie, ale pomyślałem – w końcu jestem w pracy, nie mam nic lepszego do roboty, a nuda jest gorsza od wszystkiego.
Zainstalowałem więc aplikację. Zajęło to może dwie minuty, bo połączenie internetowe w szpitalu działało znośnie. Rejestracja przebiegła sprawnie, bez żadnych zbędnych kroków. Wypełniłem formularz, potwierdziłem numer telefonu, dostałem powitalny pakiet na start. Nie musiałem od razu nic wpłacać, co było dla mnie kluczowe, bo na koncie miałem tyle, że ledwo starczyło na dojazd do domu. Usiadłem wygodniej na krześle, zerknąłem na korytarz – pusto, cicho, pacjenci spali. Idealny moment, żeby zobaczyć, o co w tym wszystkim chodzi.
Pierwsze kilka minut to była eksploracja. Przechodziłem przez różne gry, czytałem zasady, sprawdzałem, które mają największe szanse, które wyglądają najprzyjemniej wizualnie. Nie miałem żadnego planu, żadnej strategii. Po prostu szukałem czegoś, co na chwilę odciągnie moje myśli od szpitalnych korytarzy. W końcu trafiłem na grę, która od razu przypadła mi do gustu – taki klasyczny slot z motywem starożytnego Egiptu, piramidy, skarby, faraonowie. Uwielbiam historię, więc od razu poczułem pewną sympatię.
Postawiłem pierwszą małą stawkę, żeby zobaczyć, jak działa mechanizm. Kręcę – nic. Drugi raz – mały przebłysk, kilka złotych wróciło. Trzeci raz – i wtedy coś drgnęło. Zacząłem trafiać na serię drobnych wygranych, jedna po drugiej, jakby gra uznała, że dziś jestem jej ulubieńcem. Moja początkowa kwota powoli, ale systematycznie rosła, a ja czułem, jak gdzieś w środku rodzi się ten specyficzny dreszczyk, który dawno mi nie towarzyszył. Spojrzałem na zegarek – 3:15. Pacjenci wciąż spali, na korytarzu panowała cisza, a ja byłem w swoim własnym, małym świecie. I wtedy podjąłem decyzję, żeby postawić trochę więcej.
Wybrałem wyższą stawkę, bo uznałem, że skoro te środki pochodzą z bonusu, a nie z mojej własnej kieszeni, to nie mam nic do stracenia. Kliknąłem, wstrzymałem oddech, patrząc, jak symbole układają się na ekranie. I wtedy się zaczęło. Kombinacja za kombinacją, mnożniki, rundy bonusowe, dodatkowe spiny. Ekran rozbłysnął, pojawiły się efekty specjalne, a ja niemal podskoczyłem na krześle, bo kwota na koncie wzrosła w tempie, którego się nie spodziewałem. Siedziałem tam, w szpitalnym fotelu, w niebieskim mundurze, z kubkiem wystygłej kawy obok, i patrzyłem na liczbę, która nagle stała się realna.
Przetarłem oczy, bo myślałem, że to zmęczenie, że halucynacje, że za chwilę obudzę się w szatni. Ale nie, wszystko było prawdziwe. Zrobiłem zrzut ekranu, wysłałem do siebie na maila, sprawdziłem historię transakcji. Tak, wygrałem. I to nie byle ile. To była kwota, która wystarczyłaby na coś, czego potrzebowałem od miesięcy – na nowy laptop. Mój stary sprzęt ledwo zipiał, zawieszał się przy otwieraniu większych plików, a bateria działała może z godzinę. Marzyłem o przyzwoitym laptopie, żeby móc pracować zdalnie, uczyć się nowych rzeczy, może nawet spróbować swoich sił w pisaniu. Ale zawsze były ważniejsze wydatki – rachunki, jedzenie, raty za samochód. A teraz nagle miałem szansę to zmienić.
Kiedy skończyłem grać, zamknąłem aplikację i po prostu siedziałem w ciszy. Przez głowę przelatywały mi różne myśli. O tym, jak przypadkowy czwartek, nudny dyżur i kilka kliknięć na moim telefonie zmieniły moją perspektywę. O tym, że czasem warto zrobić krok w nieznane, nawet jeśli to tylko dwie minuty instalacji. Nie planowałem tego, nie szukałem, ale ta noc dała mi coś więcej niż tylko pieniądze. Dała mi nadzieję, że nawet w najbardziej przyziemnych chwilach życia może wydarzyć się coś dobrego. Z resztą, jeśli miałbym być szczery, to właśnie to uwielbiam w pracy na SOR – nigdy nie wiesz, co przyniesie następna godzina. Czy to pacjent w ciężkim stanie, czy chwila, która odmieni twój tydzień.
Nad ranem, gdy zacząłem przygotowywać się do zmiany, podszedł do mnie stażysta, Marek, i zapytał, czy wszystko w porządku. Przyłapał mnie na tym, że się uśmiecham, co zdarzało mi się niezwykle rzadko na dyżurach. “Wszystko gra, stary” – odpowiedziałem, pijąc już szóstą kawę. “Po prostu dobry dzień.” Nie wchodziłem w szczegóły, bo nie było to miejsce i czas, ale wiedziałem, że ta noc była inna. Wracałem do domu o 8:30, a zamiast standardowego zmęczenia czułem lekki przypływ energii. Wiedziałem, że w weekend pojadę do sklepu elektronicznego i w końcu kupię ten wymarzony laptop.
I wiecie co? Zrobiłem to. W sobotę rano stałem przed sklepem, zanim jeszcze otworzyli. Wybrałem model, na który patrzyłem od roku, zapłaciłem i wyszedłem z uśmiechem, który nie schodził mi z twarzy przez cały dzień. Siedziałem w domu, rozpakowywałem go, instalowałem system, i czułem się jak dziecko w Wigilię. A potem zasiadłem do pisania – zaczynałem nowy rozdział w swoim życiu, który byłby niemożliwy, gdyby nie tamten spokojny czwartek i nocny dyżur, który okazał się przełomowy. aplikacja vavada stała się dla mnie symbolem tego, że czasem warto zaufać przypadkowi. Nie żebym zamierzał spędzać tam całych dni, ale ta jedna noc przypomniała mi, że życie potrafi zaskakiwać, kiedy najmniej się tego spodziewasz. I od tamtej pory, gdy ktoś pyta mnie o moje najdziwniejsze doświadczenia z pracy, zawsze opowiadam tę historię.
-
AvtorPrispevki




